Historie Zakulisowe 4 / Prośba

Paulinusie, odkryłem wczoraj nową gwiazdę, jest przepiękna! Jakże mi bliższa, niż ta nadęta Proxima, skrzywdzona zresztą tępym imieniem przez jakiegoś domorosłego lunatyka. Waham się przyjacielu, nad nazwaniem właśnie, ale nie chcę cię prosić o chrzestne ojcostwo. Ma cudowną skórę, Paulinusie, jakby do cna rozpalony muślin, i w żadnym wypadku nie mógłbym obrazić jej mianem masy, które brzmi głucho i ciąży obskurnie w bębenkach. Czy namyślałeś się kiedy nad makijażem gwiazd? Ona trzyma się doskonale, żadnych plam i zmarszczek, a należy do najstarszych. Mierzyłem jej puls, przyjacielu. Miarowy, prawie harmoniczny, pełen łagodnej dumy. Żadnego wirowania kwantów, żadnych wymiotów promieni. Jej drobne serce bije nieskończenie czysto.

Tak, Paulinusie, tej nocy płakałem. Wiem, że to niepodobne. Ale o tym właśnie mogę powiedzieć, że było. Że jest.

Jutro pewnie zgrany ceremoniał. Zadzwonią do Towarzystwa, ożywieni koledzy zgrupują przeciwne obozy, dalej wolne przepływy zaufań i stronnictw, kurz, popłoch, puder, mnóstwo żółci i za jakieś dwa kwartały mdła okładka miesięcznika Science.

Powiem nareszcie: to sprawa sumienia. I trzeba nauczyć się patrzeć.

Spójrz mi w oczy, przyjacielu. Pomyśl, co my naprawdę robimy z oczami.

Rozbiłem dziś rano lustro. Gołymi rękami.

Pomyśl.

Wspominałem ci o nieszczęsnym Martinie. Chciał wyhodować liczbę, która zważy białko. Nie przyjmował pokarmów, ignorował świętą potrzebę snu, tylko te litry zwietrzałej kawy bulgotały w wyschniętym przełyku jak odurzone wahadło. Wysiadywał, wysiadywał swój kurnik w niemożliwej pasji. W istocie udzielił mi się dziwny podziw, kiedy oczy skakały po dostojnych kariatydach pierwiastkowań, idealnie symetrycznych klepsydrach ułamków, bujnych okresach wijących się girlandami, po nitkach dowodzeń, które obiecywały twarz kłębka. Tak, Paulinusie, prawie uwierzyłem.

Później długo myślałem: kto wie, co dalej, gdyby ta przeklęta fioletowa ampułka nie była tak blisko, na wyciągnięcie upartej ręki. Ale widzisz, co zostało.

Płakałem tej nocy. A teraz, Paulinusie, zajdźmy to tawerny. Musimy się upić, tak dawno nie piłem. Chcę się nachłeptać łagodnych chaosów, wąchać powietrze bez tajemnic.

Doktor Paulinus zaszeleścił. Wiatr skubał listki topoli.

Na płótnie został ślad jej… szminki. Dziesięć lat wcześniej, w 1998 roku, profesor matematyki zaatakował młotkiem stojący w Luwrze posąg rzymskiego filozofa Seneki.

Mersault
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s