Gonitwa za dziką owcą / Murakami

scena z przeszłości

Kilka lat temu, jadąc do Krakowa, przez okno pociągu dostrzegłem Stado owiec. Siedziałem potem przez kilka chwil z nosem przyciśniętym do szyby i gapiłem się, jakbym zobaczył coś absolutnie niezwykłego. Nie wiem jak to się stało, ale jakimś cudem przez niemal trzydzieści lat swojego życia nie widziałem ani jednej owcy. To było przeżycie niemal magiczne!

moje spotkanie z Murakamim

To było w czasie, gdy jak najęty kursowałem między zachodem a południem, nigdzie na dobrą sprawę nie zapuszczając korzeni; przez okno pociągu widywałem wtedy owce, pagórki, cienie gór, tęsknoty wszystkie i inne rzeczy, których u siebie zobaczyć nie mogłem. W podróży sporo czytałem i zdarzyło się tak, że przeczytałem wówczas nową książkę Murakamiego – Bezbarwnego Tsukuru Tazakiego i Lata jego pielgrzymstwa. I było to dla mnie przeżycie tak silne i porywające, że w przeciągu tygodnia zorganizowałem sobie cała stertę książek: wszystko co Japończyk w swoim życiu napisał, i co zostało wydane nad Wisłą. Czytałem to przez kolejne miesiące, przeplatając od czasu do czasu czymś innym, ale tak czy inaczej, 2014 był u mnie rokiem Murakamiego.

Tylko kilka razy w życiu zostałem tak porwany. To byli Herbert z Miłoszem, to był Philip Dick, to był Molier obecnie chyba mam tak z Hrabalem. Tak mocne zafascynowanie czyimiś literami, przeżyłem zaledwie kilka razy, zatem każde z tych spotkań jest dla mnie bezcenne. Ale dlaczego, jak to się dzieje, że ktoś tak celnie trafia? Teraz, po czterech latach wróciłem do Przygody z owcą, powieści bardzo wczesnej, trzeciej w dorobku autora, w Polsce zaś przez wiele lat najstarszej dostępnej pozycji spod jego pióra (sytuację zmieniło dopiero scalone wydanie dwu pierwszych powiastek w 2014 albo 2015 roku, o ile mnie pamięć nie myli). Wróciłem i z zaskakującą jasnością dostrzegam, co uwiodło mnie w prozie Japończyka.

Cechą charakterystyczną dla snutych przez Murakamiego opowieści, jest pewne zderzenie. Z jednej strony jego bohaterowie wiodą życia aż do bólu zwykłe i szare. Wrażenie to podkreśla dodatkowo to, jak te życia są opisywane. Każdy bohater pali jakieś zwykłe papierosy, lubi jakąś whisky, słucha muzyki, którą i my znamy, chodzi do kina na filmy, o których słyszeliśmy. Nie ulega wątpliwości – to są zwykłe życia, które dzieją się tu i teraz (wrażenie to towarzyszy mi mimo różnic kulturowych). Ta twarda, surowa realność, zderza się jednak u Murakamiego ze światem szaleńczo surrealistycznym, nienaturalnym. Bohaterowie, w pewnym momencie swojego życia wkraczają w obszar, którym rządzą jakby inne prawa. Dzieją się tam rzeczy niewyjaśnione… i nikogo to nie dziwi. I tak na przykład w 1Q84 na niebie wiszą dwa księżyce, w Sputnik Sweetheart jedna z postaci dosłownie znika z powierzchni ziemi, a w Kafce nad morzem upośledzony staruszek rozmawia z kotami. Świat czasem działa w niezrozumiały dla nas sposób, zdaje się nam mówić japoński pisarz, i nie ma co robić wokół tego niepotrzebnego szumu. Tak już jest.

jeszcze jedna scena z przeszłości

OWCA2

Murakami wszedł we mnie jak nóż w masło. A to dlatego, że w pewnym momencie mojego życia, doświadczyłem tego, co opisałem powyżej. Między październikiem 2011 a lipcem 2012, świat działał w sposób, którego nie potrafię ani opisać ani wyjaśnić. Nie zdziwiłbym się, gdyby nad moją głową przez te miesiące wisiały dwa księżyce. Poważnie. Nie zdziwiłbym się. Może nawet tak było, ale nie przejmowałem się wówczas takimi sprawami.

Trzeba było wtedy wstawać, pracować, albo nie pracować, czytać kolejne książki, słuchać kolejnych zespołów… ale wszystko to robiłem jakby z konieczności, z powinności wynikających z bycia na tym świecie. Tak naprawdę ważna była tylko pewna obecność. Przez kolejne miesiące wszystko działo się jakby we śnie, świat działał w spowolnionym tempie, zdarzyło się kilka rzeczy, których nie rozumiałem, ale nie przeszkadzało mi to; mówiłem i słyszałem słowa tak celne, jak nigdy dotąd i nigdy później.

A potem wszystko znów zaczęło dziać się normalnie. Obecność w świecie, z aktywności pobocznej, znów stała się moim wiodącym zajęciem. A z dziwnego czasu nie pamiętam nic poza tą cichą obecnością i rzeczami z nią związanymi. Jak na ironię, Osobliwości, która wszystkie te wydarzenia spowodowała, niemalże nie pamiętam. W pamięci nie ma już ani twarzy, ani głosu. Nie zostały też żadne ślady, ani dowody na tamten czas; nie ma zdjęć, Osobliwość bała się aparatu, jakby obecność na fotografii, miała ujawnić jakąś jej dziwną, pozaświatową naturę. Świadkowie co prawda są, ale jest ich niewielu i boję się ich pytać, wzięliby mnie za dziwaka. Dostałem od niej książkę, ale nie nosi ona na sobie żadnych śladów, świadczących o jakiejkolwiek niezwykłości. Czasem siadam i zastanawiam się nad prawdziwością tamtego czasu. Jedynym co mnie w tym upewnia, jest dziura, którą w sobie noszę, którą poniosę aż do końca. Horyzont zdarzeń ma zadziwiająco precyzyjny kształt. To wszystko, co udało mi się wynieść poza granicę lipca 2012. I starczy mi tego, żeby cieszyć się i boleć (naprzemiennie) już do końca.

A potem, jakieś półtora roku później, trafiłem na Murakamiego, który opowiadał właśnie takie historie. Dosiadłem się więc do niego i słuchałem, dziwiąc się, jak prawdziwe wydawały mi się te wszystkie niestworzone opowieści. Miałem śmieszne wrażenie, że na całym świecie tylko my dwaj, połączeni jakimś dziwnym braterstwem, dobrze wiemy, że świat może od czasu do czasu znienacka wykoleić się ze swoich zasad i torów, oraz że nie ma w tym absolutnie nic dziwnego.

o Owcy

OWCA3

Za bibliografię Japończyka wziąłem się w kolejności chronologicznej. Dwie pierwsze powiastki wydano w Polsce, gdy przeczytałem już wszystkie inne, zatem zaczynać musiałem od Przygody z Owcą. I jest to moim zdaniem jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza książka w dorobku autora. Zatem to do niej wracam w pierwszej kolejności.

Z wielkim zdziwieniem przyglądałem się kiedyś ocenom znajomych, którzy uważali książkę za dobrą, ale raczej przeciętnie dobrą, niż bardzo dobrą. Może to przez to, że sięgnęli najpierw po wyżej ocenione i częściej rekomendowane powieści, po Kronikę Ptaka Nakręcacza, Norwegian Wood, albo Kafkę nad morzem. Problem w tym, że to powieści znacznie późniejsze (poza Norwegian wood, również w miarę wczesnym), bardziej złożone i rozbudowane, przez co robiące większe wrażenie.

Ilekroć rozmawiam o Murakamim z kimś, kto jeszcze go nie czytał, gorąco zachęcam do poznawania jego książek zgodnie z kolejnością powstawania. Bogactwo późniejszych powieści, może rzeczywiście sprawić, że Owca będzie robić wrażenie ubogiej krewnej, surowej powiastki z prostą historyjką, przyjemnej, ale rozczarowującej. W ten sposób można ominąć jedną z najlepszych opowieści jakie Murakami ma w ogóle do opowiedzenia!

Motyw owcy, która przychodzi do pewnego człowieka i pyta się, czy może wejść do środka, a potem, wpuszczona, żyje w nim, tak długo jak jej się tylko spodoba… No i główny bohater wyrwany ze swojego nijakiego, średnio udanego życia, próbujący zrozumieć, co niezwykłego jest w tej owcy, o której nie wie nic, poza tym, że ktoś ważny i wpływowy bardzo chce ją znaleźć. I im bardziej się do niej zbliża, im więcej elementów prawdy do niego dociera, tym bardziej oddala się od świata i od rzeczywistości. Dosłownie i w przenośni – akcja ostatnich rozdziałów ciągnie nas w północne, nieprzystępne rejony wyspy Hokkaido, między góry, drzewa i tajemnice.

Ilość scen, które zapadają w pamięć, jest tak wielka, że wyliczanie ich nie ma najmniejszego sensu. Jest tu Dziewczyna z uszami (i każda, dosłownie każda rozmowa z nią jest świetna!), jest szofer, mający w zanadrzu numer telefonu do samego Pana Boga; jest Owczy profesor, przez całe życie tęskniący za owcą, którą w młodości spotkał; jest Człowiek-Owca, jakby żywcem wyrwany z filmu Lyncha; jest w końcu Szczur. O tym nic nie mówię. Rozmowa ze Szczurem, to jest najlepszy moment w całej bibliografii Murakamiego!

No i jest ta tytułowa owca. Czym, lub kim ona jest? Tego Murakami tłumaczyć nie zamierza. Sceny spotkań z owcą są u niego tak naturalne, jakby opowiadał o minięciu się z sąsiadem na klatce schodowej. Już z okładki macha do nas cytat, opisujący spotkanie ze zwierzęciem: „Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie.” Pogoń za owcą, okaże się pogonią za swoją przeszłością, być może jakimś krokiem naprzód, któż to wie. Z pewnością jest to czas wielkich zmian.

I te sceny, w których pojawiają się ludzie, których owca już zostawiła. Zdruzgotanych i na zawsze tęskniących. Każdy z nich mówi, że mówienie o tym nie jest łatwe, często nawet niemożliwe. Bycie „bezowczym” to jest coś, co niesie się ze sobą do końca. Idzie się, i ma się w sobie dziurę w przerażająco określonym kształcie. Wiem jak to jest i wiem, że chyba każdy wie, jak to jest.

Czy owca z powieści była dobra, czy zła? Czy Twoja owca, która zostawiła po sobie puste miejsce, była dobra, czy zła?

Wszyscy jesteśmy zdruzgotani i na zawsze tęskniący.

Wasz Paweł M

_________________________________________________________________
Autorzy zdjęć i linki do ich galerii, w kolejności pojawienia się:

Tyler Lastovich: https://www.pexels.com/@lastly
Skitterphoto: https://www.pexels.com/@skitterphoto
Dana Geisser: https://www.pexels.com/@dana-geisser-259514

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s